niedziela, 16 czerwca 2013

3. Dark turns to light.

T
o jest naprawdę trudne. Wracać co dzień do tego samego miejsca, gdzie przetrzymujemy wiele naszych wspomnień, sentymentów… Jeszcze trudniej codziennie utrzymywać na swojej twarzy tą maskę ochronną, która ma za zadanie chronić naszą mimikę przed wybuchnięciem płaczem, lub po prostu ukryć nasze odczucia, reakcje. Przychodzić do domu i mówić „w porządku” choć tak naprawdę nigdy tak nie jest i nie było. Tak? Więc dlaczego tak robimy? Dlaczego okłamujemy najbliższych? Dlaczego jednocześnie zamykamy się w sobie? To nie jest zwyczaj. Każdy czasem musi się odezwać, albo z powodu iż najzwyczajniej w świecie musi, bądź po prostu potrzebuje.
Wraz z chwilą, kiedy samochód zatrzymał się całe bezpieczeństwo jakie czułam w środku zniknęło. Spojrzałam w lewą stronę, napotykając ciepły uśmiech mojego ojca. Nie wiedziałam dlaczego, ale odwzajemniłam gest. Może dlatego by go nie niepokoić? Już wystarczająco się martwił…
- Będzie dobrze, córeczko – cichy głos wydostał się z jego nawilżonych wcześniej warg. Westchnęłam drżącym oddechem kierując wzrok na przednią szybę przez którą mogłam dostrzec innych moich rówieśników dochodzących do szkoły lub wysiadających  z samochodów. Nie chciałam wysiadać, naprawdę tego nie chciałam. Wolałabym już siedzieć całymi dniami w domu, pod kołdrą i tylko na godzinę wychodzić z pokoju na nauczanie. Po odejściu mamy właśnie miałam takie lekcje. Nie chodziłam do szkoły – to ona przychodziła do mnie. Przez długi czas nie mogłam normalnie funkcjonować. Głównie przez to iż uważałam że mamie coś się stało i już jej nie ma tu, na świecie. Bez wątpienia miałabym szczytny powód do odejścia z tego świata i dołączenia do niej. Wszystko jednak wróciło do normy trzy lata temu. Przez sześć lat podstawówki siedziałam w domu, wychodziłam tylko w jakieś okazyjne dni, typu święta, urodziny, imieniny, bądź zaproszenie od dziadków. Nie miałam przyjaciół, i może głównie przez to teraz jestem taka jaka jestem. Przez sześć lat dorastania radziłam sobie doskonale bez rówieśników, teraz każdy patrzy na mnie jak na jakiegoś dziwaka widząc jak siadam pod ścianą w miejscach gdzie nikt nie przebywa. Siedzę sama, słucham muzyki bądź czytam książkę.
- Nie mów tak do mnie – mruknęłam odgarniając kosmyk włosów który opadał mi na twarz. Nigdy nie lubiłam jak tata zwraca się do mnie „córeczko”. Nie lubię tego od momentu kiedy mama wyjechała. To z nią najbardziej mi się kojarzyło to określenie. Dzięki temu zawsze miałam w sobie płomień bezpieczeństwa i świadomości iż jestem tu dla kogoś, jestem dla kogoś ważna. Teraz? Teraz nie chcę. Nie chcę tak się czuć, nie chcę znów sobie rujnować nadziei które już zdążyły zapanować nad moim umysłem i sercem.
- Gaby… - zaczął ale ja mu przerwałam.
- Będzie dobrze, zawsze tak było – odparłam nieco ciszej, spuszczając głowę do dołu. Poczułam na moim lewym ramieniu dłoń Taty. Momentalnie podniosłam wzrok na niego i wtedy zobaczyłam coś czego jeszcze nie widziałam. Współczucie. Podniosłam pytająco brwi do góry nie wiedząc co ma na myśli. Przecież, nic nie wiem. Przytuliłam się do niego na pożegnanie a następnie pośpiesznie wysiadłam z samochodu nie chcąc napotkać jego pocałunku w czoło który z pewnością miał zamiar złożyć chwilę później.
Odwieszając skórzaną kurtkę oraz worek z butami na wieszak, po raz pierwszy dzisiejszego dnia usłyszałam rozmowę na mój temat która w gruncie rzeczy wiele razy była ciągnięta pomiędzy uczniami. A to o ubranie, a to o włosy, a to o spojrzenie, a to o gesty… Przyzwyczaiłam się już do tego, do tych wyzwisk, krzywych spojrzeń i przeszkód. Byłam zdana tylko na siebie i z tym musiałam żyć dzień w dzień aż do momentu opuszczenia murów tej jakże cudownej i kulturalnej szkoły…
Idąc korytarzem nie dostrzegłam nic, żadnej osoby która by na mnie krzywo patrzyła, obgadywała… Nie było nikogo, było pusto, cicho i spokojnie. Mogłam usłyszeć bicie swojego serca które w tej chwili biło znacznie głośniej niż zazwyczaj mogłam usłyszeć. Znowu to dziwne uczucie jakby ktoś na mnie patrzył, to dziwne spojrzenie kompletnie odchodzące od innych spojrzeń które w gruncie rzeczy miałam głęboko w poważaniu. 

Przeczucie wzięło w górę. Zatrzymując się na środku korytarza, odwróciłam napięcie chcąc dotrzeć do tego kto otula mnie tak nieznanym dla mnie spojrzeniem. A jednak nie byłam sama. Byli też inni. Przy oknie, stała grupka chłopaków którą widywałam na co dzień. Jednak tym razem było ich o jednego więcej. Ciemny wzrok który napotkałam spoglądając na bruneta, sprawił iż po moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz. On jedyny patrzył w moją stronę, gdy tylko zdał sobie sprawę z tego iż ja również mu się przyglądam odwrócił się w stronę kolegów i włączył do rozmowy. Nałogowo przewróciłam oczami i odwróciłam się napięcie powracając do wcześniejszego wykonywanego zajęcia jakim było chodzenie. To dziwne uczucie zniknęło wraz z odwróceniem się nieznajomego, jednak szybko powróciło i trwało tak w moim ciele aż do momentu kiedy zniknęłam z zasięgu wzroku nieznajomego przy schodach prowadzących na pierwsze piętro.
Przez większość czasu, na lekcjach jak i przerwach nieustannie myślałam o tym uczuciu, próbowałam usilnie dojść dlaczego tak się dzieje i co lub kto jest tego powodem. Zanurzając się do wrót książki jaką teraz zaczęłam czytać w odludnym miejscu zaczęłam wyobrażać sobie kolejne wydarzenia jakie się działy w tej powieści. 

Poczułam nieco chłodniejszy powiew wiatru, nie zwracając na to uwagi dalej coraz bardziej topiłam się w lekturze. A było tak do momentu kiedy zdałam sobie sprawę że ktoś się do mnie dosiadł.
- Ja, diablica? – usłyszałam po prawej stronie zachrypnięty, męski głos. – Ciekawa książka. - Podniosłam głowę nieco wyżej i spojrzałam w kierunku źródła. To był ten sam chłopak którego widziałam parę godzin temu na korytarzu…
- Skąd wiesz? – zapytałam obojętnie powracając wzrokiem na kartki. Zamiast skupiać się na lekturze, mądra ja skupiłam się na zastanawianiu nad sensem Jego celu podejścia do mnie.
- Przeczucie – ponownie słyszałam jego zachrypnięty głos, który w swój własny sposób był pociągający. – Miałem rację? – Jego nagłe zainteresowanie sprawiło iż poczułam jak wielki dreszcz przeszywa moje ciało począwszy od dołu kręgosłupa kończąc na włosach. Kiwnęłam niemrawo głową starając się nadal być obojętna. Sunąc po rogu strony miałam nadzieję iż zrozumie że nie jestem jakoś bardzo chętna do rozmowy z nim. Wpatrując się tępo w białe kartki zapełnione czarnym tuszem, czekałam na moment kiedy odejdzie. Zaskoczenie w jakie mnie wprawił było o wiele gorsze.
- Nie czytasz jej teraz. Nie musisz udawać. Równie dobrze mogę sobie odpuścić i pójść w stronę dziedzińca. Jednak nadal będzie mnie ciekawiła twoja tajemniczość – Siedziałam nadal wpatrując się w drukowane literki kompletnie zaskoczona jego wyznaniem. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, jak zareagować. Czy ja jestem taka jak mnie opisał? Tajemnicza? Jeszcze bardziej intrygowało mnie to co odkrył. Wiedział, z niewiadomych powodów wiedział że nie robię tego co próbowałam robić nie będąc skupiona na czytaniu. Wzięłam głęboki wdech i przymknęłam książkę. A następnie odwróciłam się w stronę nieznajomego.
- O co chodzi? – zapytałam nie owijając w bawełnę. Patrzyłam na niego, bez oporów mogłam dostrzec wszystkie możliwe detale malujące się na jego twarzy. Jego nieco pokręcona grzywka była idealnie zaczesana do tyłu co sprawiało iż jeszcze bardziej utwierdzał mnie w przekonaniu iż jest przystojny. Jego czekoladowe tęczówki z łatwością mogły sprawić iż się w nich topił każdy kto tylko w nie patrzył dłużej niż pięć sekund. Zmarszczył czoło przez co jego brwi ułożyły się w równą linię.
- Nie rozumiem – odparł wzruszając ramionami. Nasze twarze znajdowały się mniej więcej nas tej samej wysokości, jednak w rzeczywistości ja z pewnością byłam od niego o wiele niższa. Strasznie mnie korciło od wywrócenia oczami, na szczęście opanowałam jedno z moich nałogów.
- Przychodzisz tutaj, siadasz i nie masz zamiaru się stąd ruszyć. – wytłumaczyłam mu tonem jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Z zainteresowaniem obserwowałam jak jego jeden z kącików ust podnosi się lekko do góry. Wydawał się dziwny, inny niż wszyscy wokół. On jako jedyny zainteresował się mną siedzącą samotnie pod ścianą w miejscu gdzie nikogo nigdy nie było, no… Oprócz mnie.   
  - Przeszkadza Ci to? – Jego wzrok parzył, miałam wrażenie jakbym stała nad urwiskiem który jest zapełniony wrzącą lawą. Przez cały czas miałam przy sobie to dziwne, nieznane uczucie które towarzyszyło mi od jakiegoś czasu.
- Mam skłamać? – Podniosłam jedną z brew patrząc mu prosto w oczy. Te oczy… Nie, to nie lawa, to czekolada… Kiedy zauważyłam jak przegryza wewnętrzną stronę dolnej wargi, myślałam że mu przywalę, nie można tak…
- Pewnie powiesz żebym spierdalał? – rozbawienie zaczęło wirować na jego twarzy, sprawiając iż moje zaskoczenie było jeszcze większe. Przez chwilę, która wydawała się wiecznością przyglądałam mu się, chcąc przypomnieć sobie czy gdzieś już go widziałam. Ale nic takiego mi się nie przypominało, więc… Potrafi czytać w myślach?
- Możesz wreszcie powiedzieć o co chodzi? – zapytałam nieco znudzona chęcią kontaktu z kimkolwiek. Odwracając głowę na wprost otworzyłam książkę na stronie na której skończyłam.
- O nic, po prostu… Siedzisz  sama ciągle, pomyślałem że może chciałabyś z kimś porozmawiać – odparł wzruszając ramionami. Położył prawą rękę na kolanie skrzywiając ją w łokciu. – Po za tym… Wydajesz się ciekawa i jak już wcześniej wspomniałem, tajemnicza co mnie jeszcze bardziej intryguje. – Dopowiedział przeczesując ręką włosy. Westchnęłam cicho.
- Wybacz, nie szukam znajomych na siłę. – uśmiechnęłam się chamsko przelotnie na niego patrząc.
- Z tego co widzę, to ja próbuję Cię rozgryźć i poznać, nie Ty mnie więc co masz na myśli? Nie, nikt mi nie kazał tu przyleźć, sam to zrobiłem. Widuję Cię od jakiegoś czasu ciągle zaczytaną albo wsłuchaną w muzykę – Wyciągnął lewą rękę i chwycił za jedną ze słuchawek uwieszonych na mojej szyi.
- Jak ty… - ucięłam w połowie zdania nie wiedząc jak je dokończyć, ten chłopak wydawał się być jedną wielką zagadką…
- Zbieg okoliczności? Przeczucie? – zapytał zabierając rękę przy okazji „przypadkowo” odgarnął jeden z kosmyków włosów jaki opadał mi na prawe ramię. W momencie kiedy miałam powiedzieć coś w kierunku „spierdalaj” zadzwonił dzwonek. Nieznajomy pośpiesznie podniósł się i stanął naprzeciwko mnie oraz podał mi rękę bym mogła również się podnieść. Przez chwilę zastanawiałam się co ma w zamiarze zrobić, ale kiedy zdałam sobie sprawę iż chce mi pomóc podnieść się spojrzałam na niego. Był wyraźnie spokojny, lekko uśmiechnięty w moim kierunku. Postanowiłam nie korzystać z jego pomocy i podnieść się sama. Tak też zrobiłam, gdy już stałam na równych nogach nieznajomy cofnął dłoń i schował ją do kieszeni. Wyraźnie się nad czymś zastanawiał przegryzając wewnętrzną stronę policzka.
- Do zobaczenia później? – zapytał z wahaniem w głosie przekręcając delikatnie głowę w bok i mrużąc oczy, cały czas na mnie patrząc. Odwróciłam się a następie ruszyłam w stronę otwartych już drzwi od sali biologicznej gdzie zajęłam moje ulubione miejsce, w ostatniej ławce pod oknem…

Na samym początku lekcji do sali weszła Pani Dyrektor w towarzystwie chłopaka z którym rozmawiałam na przerwie. Kiedy tylko oznajmiła wszystkim obecnym iż będzie mieć z nami biologię i kilka innych przedmiotów, myślałam że to jakiś żart, miałam nadzieję iż już nigdy więcej na niego nie wpadnę… Po jej wyjściu, zajął grzecznie jedną z przednich ławek w środkowym rzędzie. Lekcja się zaczęła… Cały czas czułam to dziwne uczucie. Malując przeróżne pierdoły po ćwiczeniach rozejrzałam się po całej klasie, w zasadzie nie musiałam jakiegoś wielkiego wysiłku fizycznego wykonywać. Przód i prawa strona. Napotkałam jego wzrok, Siedział prosto do tablicy, z głową przekręconą w moją stronę. To on na mnie patrzył cały czas… Spuściłam głowę wlepiając wzrok w ćwiczeniówkę. Modliłam się, by lekcja szybko się skończyła, a wtedy… uciec jak najdalej, tam gdzie nikt nie chodzi. 

3 komentarze: